Podobnie jak rok temu wybraliśmy się na gościnne trasy Majorki, aby szlifować formę. Tym razem pogoda nam dopisał, nie padało i z wyjątkiem dwóch pierwszych dni mieliśmy po 20 stopni!!! Przemierzyliśmy wyspę wzdłuż i w szerz. Byliśmy na wszystkich najwyższych szczytach. Nasz dzień wyglądał następująco:
7:00 - pobudka i kawa,
8:00 - śniadanie (suto zastawiony szwedzki stół),
10:00 - zbiórka na rowerach na nadmorskiej promenadzie,
16-17 - powrót do hotelu po 130-180 przejechanych kilometrach,
18:30 - kolacja (oj, jadło się i jadło...),
21:00 - łyk regenerującego Tunelu (22-30%; o smaku ziół z Majorki; sodki :))
23:00 - sen.